poniedziałek, 11 marca 2013

207. Dwie lakierowe nowości na wiosnę.

I gdzie ta wiosna ?? Póki co sypie śnieg. A ja powoli zaopatruję się w lakiery do wiosennej kolekcji, którą planuję sobie stworzyć.
Póki co w mojej kolekcji zagościły dwa kolorki.

Pierwszy to lakier z Virtuala z serii Fashion Mania, w bardzo ładnym zielonym kolorku nr chyba 54, ale nie jestem pewna.

 

Lakier z Virtuala nie wiem czy wszystkie, ale mój jest bardzo gesty. Niestety po nałożeniu pierwszej warstwy na paznokciach są straszne smugi i prześwity. Druga warstwa załatwia wszystko. Pędzelek jest dość szeroki i dwa ruchy wystarczą na pokrycie całej płytki lakierem. Schnie jak na swoją konsystencję bardzo szybko. Nie odpryskuje w zeszłym tygodniu nosiłam go cztery dni bez jakiegokolwiek uszczerbku.
Tak wygląda na pazurkach.


Drugi to lakier z Color Trend z Avonu w odcieniu Very Violet.

Lakier z Avonu, jest bardzo rzadki. Ale bardzo dobrze się nim pracuje. Aby pokryć paznokcie trzeba trzy warstwy, ale jedna też ma swój urok, leciutko opalizuje na fioletowo. Lakier tak jak poprzednik szybko schnie i nie odpryskuje. To co najbardziej podoba mi się w lakierach z Avonu to to że każda sztuka posiada kuleczki które ten lakier rozbijają.

 


Kolejne lakiery już do mnie wędrują. Aż trzy kolorki, już się nie mogę ich doczekać. Jak tylko dotrą na pewno je przedstawię.


czwartek, 7 marca 2013

206. Decubal 2 - Olejek pod prysznic

Kolejna recenzja pod znakiem Decubal. Tym razem przedstawiam wam Olejek pod prysznic. 
Kiedy przeczytałam olejek myślałam że będzie to coś tłustego, jak oliwka jednak pomyliłam się i bardzo dobrze. Z jednej wersji możemy mieć dwa warianty. Bezzapachową i grapefruitową. Ja ponieważ jestem maniaczką wszelkiego rodzaju zapachów, dodałam do butelki saszetkę zapachową.  I jak każda gapa rozlałam troszkę na pralkę, ale był w tym bardzo duży plus. Zapach przez kilka dni unosił się w całej łazience :).

Olejek znajduje się w butelce o pojemności 200 ml z bardzo fajnym chowanym dozownikiem. Sam olejek zmieszany z saszetką zapachową pachnie obłędnie i równie długo na ciele jak na pralce :). Co do właściwości, to produkt świetnie nawilża i równie świetnie myje. Bardzo dobrze się pieni nawet bez użycia gąbki czy myjki. Użyty po peelingu ciała sprawia, że dodatkowe nawilżenie skóry balsamem nawet suchej w tym dniu jest zbyteczne. Jedno do czego mogę się przyczepić to, to że mógłby być troszkę bardziej wydajny. Po trzech tygodniach używania nie zostało mi go już kompletnie nic. Ale to tylko taki mały szczegół, który ginie wśród tych wszystkich plusów. Nie powoduje żadnych uczuleń czy podrażnień skóry.


Z czystym sumieniem polecam wyżej wymieniony olejek, jak i resztę kosmetyków tej firmy o których wkrótce :))
Cena około 27 zł za 200 ml ( troszkę przy dużo).

Pozdrawiam :))


sobota, 2 marca 2013

205. Decubal 1 - Nawilżająca pianka do mycia twarzy.

Dziś pierwsza recenzja z dziesięciu jakie się pojawią kosmetyków Decubal. Zacznę od kosmetyku jednego z kilku, które najbardziej przypadły mi do gustu. Nie ukrywam że wszystkie są godne polecenia i uwagi ze względu na swoje właściwości pielęgnacyjne, jak i wydajność, ale te w szczególności pozytywnie zapadły mi w pamięć i sięgnę po nie jeszcze nie raz.

 Zacznę od tego iż marka Decubal to marka dermatologiczna przeznaczona do pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. A że ja mam skórę suchą, aż żal było nie skorzystać z propozycji współpracy z firmą.

Pierwszy kosmetyk jaki przypadł mi szczególnie do gustu, a w zasadzie mojej skórze, to Nawilżająca pianka do mycia twarzy. 

Pianka jest rzeczywiście nawilżająca i uczucie to czuć już po pierwszym użyciu. Dokładnie zmywa zanieczyszczenia z twarzy. Radzi sobie nawet z makijażem. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry. Pozostawia twarz czystą. Łagodzi podrażnienia i sprawia że wypryski pojawiające się na twarzy znacznie szybciej się goją. Nawilżenie czuć jeszcze długo po zastosowaniu kosmetyku.

Spodobała mi się konsystencja pianki. Po wyciśnięciu na dłoń jest taka porowata z mnóstwem pęcherzyków powietrza. Jest wydajna przez okres czterech tygodniu używania, dwie pompki na jedno mycie, zużyłam jej dosłownie połowę.

Do gustu przypadła mi też wygodna pompka, która wydobywa z opakowania produkt, nie zacina się.

Pianki w opakowaniu jest 200 ml i spokojnie wystarczy mi jeszcze na dobry miesiąc użytkowania.

Kolejna recenzja produktu Decubal niebawem. W kolejce już czeka Olejek pod prysznic.

Pozdrawiam :))

niedziela, 24 lutego 2013

204. IDEALNY POCAŁUNEK

Wiem że fanki Avonu bardzo zachwalają pomadki tej firmy. Przyznaję się bez bicia, że na mój dwu letni już prawie staż w Avonie miałam do tej pory tylko pomadki z Color Trend i błyszczyki. Pomadek jakoś nie lubiłam. Nie dlatego że są złe ale ogólnie wolałam błyszczyki na dodatek bezbarwne.

Postanowiłam więc zamówić kilka próbek na początek i już wiem, że muszę mieć pełnowymiarowe opakowania pomadek Idealny pocałunek. Tak więc szykuje się kolejny wydatek :).
Pomadki zdobyły moje serce swą bardzo kremową formułą, licznymi kolorami z których każda wybierze coś dla siebie.W ofercie znajdują się aż 24 odcienie od bardzo delikatnych do intensywnych i całkowicie pokrywających usta. Mnie do gustu przypadły te pierwsze, czyli bardziej delikatne kolorki.
Pomadka ta nawilża usta i co u mnie jest rzadkością obywa się bez konieczności używania balsamy do ust pod kosmetyk. Nie podkreśla suchych skórek. U mnie na ustach trzyma się około 2 godziny. To i tak dobrze, gdyż bardzo często się oblizuję :)). Dla bardziej wymagających poprawki w ciągu dnia konieczne. Mają całkiem przyjemny zapach.

Kolorki są po prostu urocze. Zresztą zobaczcie same.



1. Natural Glow
2. Naughty and Nude
3. Kiss me Pink
4. Peach Pech
5. Pink Prance
6. Red Embrance ( akurat z tych sześciu to szczególnie nie mój odcień).

Nie mogłam uchwycić kolorków na ustach.
Pozdrawiam :).

wtorek, 19 lutego 2013

203. Uno J 301

Bardzo wymowny tytuł i nie wiele znaczący :). Już tłumaczę.
Uno J301 to nazwa cienia, którego darzę wielką miłością od poniedziałku 11 lutego :)... Kupiłam go na wyprzedaży w mojej osiedlowej drogerii. Był przeceniony z 20 paru złotych na 10 zł. Aż żal było go nie wziąć. 
Jest to pojedynczy, wypiekany cień z Joko z serii Univerce w odcieniu pięknej metalicznej bieli. Jak dla mnie cień ma same plusy. Nie osypuje się, nie roluje, pozostaje na powiece od rana do wieczora w nie naruszonym stanie. Ostatnio zrobiłam mu maraton. Nałożony na powiekę o 8 rano wytrzymał do 23, aż wróciłam z pracy.

Świetnie rozświetla spojrzenie i cudnie się mieni. Zawiera perłowe drobinki, ale nie brokat które dają mieniący się efekt. Najbardziej podoba mi się jego połączenie z błękitem (dawno tak nie eksperymentowałam). Ma pudrową konsystencję, która w opakowaniu sprawia wrażenie wilgotnej i kremowej. Opakowanie ma zatrzask dzięki któremu wiadomo że cień nie otworzy nam się w kosmetyczce.
Niestety u mnie w drogerii jest to seria wycofywana ze sprzedaży. Nie wiem może i ogólnie też. Więc więcej odcieni tego produktu nie pojawi się u mnie w zapasach. 
A używałyście może podkładów z Joko? Jakie one są, bo również są na wyprzedaży, więc może warto się zaopatrzyć w jeden.

A to już dwa makijaże wykonane tym cieniem. Nie są jakieś ekstra, ale cień jest widoczny :).



Pozdrawiam :)) ...


sobota, 16 lutego 2013

202. Buble dwa.

Całkiem zapomniałam o tych produktach. Nie wiem czy ze względu na to że są to produkty całkiem do niczego, czy po prostu pamieć zaczyna mnie zawodzić.
Kosmetyki dostałam do przetestowania od ezebra.pl. Jak do tej pory pisałam o samych super produktach tak te są całkiem nie w moim typie.
Tak szczerze to sama nie wiedziałam jak ich używać.

Zacznę od produktu Sally Hansen. Nigdy nie miałam nic z tej firmy, oprócz pękacza którego po prostu uwielbiam i jakoś szczególnie nic mnie nie kusi, może kiedyś. CUTICLE NOURISHR bo tak ten produkt się nazywa, z początku był dla mnie całkowitą zagadką. Nawet na stronie ezebry.pl nie było o nim nic szczególnego napisane. Jak się okazało jest to produkt do pielęgnacji skórek wokół paznokci. 
Opakowanie fajne, miękkie, łatwo z niego wydostać produkt. I tu zalety kosmetyku się kończą. Produkt ten nic nie robi z naszymi skórkami. Nie zmiękcza ich, no chyba że siedzimy bezczynnie cały dzień i masujemy sobie żelem paznokcie wtedy mógłby coś pomóc. Poprawę w stanie skórek widać tylko i wyłącznie w czasie jego wcierania, później na próżno szukać czego kolwiek. 

Drugi produkt to cień w sztyfcie Avonu METALLIC TAN ( nie wiem czy to nazwa, ale raczej kolor). 
Ładne opakowanie, przypominające opakowanie pomadki,  wykręcane. Świetny kolor taki szampański beż, łatwy do nakładania i ślicznie rozświetlający oko. I znowu to tyle zalet. Cień nałożony na bazę czy bez niej utrzymuje się na oku dosłownie z dwie godziny nie więcej  już nawet próbowałam nakładać go tylko i wyłącznie w wewnętrzny kącik ale równie szybko znika. Roluje się w załamaniu powieki. Próbowałam go używać również jako rozświetlacza i do tego też się nie nadaje. 

Tak więc przedstawiłam wam dwa mega buble, które na pewno nie znajdą się u mnie ponownie, tym bardziej że tego Avonowego cuda już raczej nie ma w sprzedaży i oba lądują w koszu. Po prostu szkoda na nie pieniędzy. A może po prostu nie wiem jak ich używać, ot cały sekret. :).

Pozdrawiam :))...

piątek, 15 lutego 2013

201. My Secret - moje pierwsze zdobycze.

Najwyższa pora aby zrecenzować dwa produkty które według mnie zasługują na najwyższe noty.

Zacznę od cienia z serii Pearl Touch w numerku 112.
Jest to złoty cień, można powiedzieć opalizujący. Daje lekkie perłowo złote wykończenie. Wręcz idealny do rozświetlania oka w makijażu dziennym, a także czasami używam go pod łuk brwiowy, dobrze roztarty wygląda bardzo fajnie. 
Tak jak pisałam cień jest delikatny, ale nałożony na bazę pod cienie zyskuje dużo na kolorze i intensywności.


Do trwałości też nie mogę się przyczepić gdyż jest całkiem w porządku. Na bazie wytrzymuje dobre 8 godzin, a podejrzewam że nawet gdybym po tym czasie nie zmywała makijażu to tak do 10 - 11 godzin też był by w stanie nie naruszonym na powiece.
Zapłaciłam za niego coś koło 6,99 zł w Naturze. Cienia jest 3 g, i troszkę wkurza mnie w nim to że jest troszkę twardawy, ale nie tak jak cienie z Paese o których chyba już kiedyś pisałam. Jak nazwa wskazuje jest to cień perłowy ale o delikatnym wykończeniu nadającym się genialnie do codziennego makijażu. 



I makijaż wykonany tylko i wyłącznie tym cieniem. No i kreska kredką Pierre Rene :).





Teraz pora na lakier. Numerek 114, bardzo fajny cukierkowy róż. Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. Lakier jest rzadki. Szybko wysycha. Na paznokciu tworzy tak jak w przypadku lakierów Safari taką gumową powłokę. Nie odpryskuje. Ściera się lekko na końcach. Nałożony na odżywkę potrafi schodzić z paznokci płatami. Nie wypowiem się jak z jego trwałością. Gdyż z moją pracą lakier na paznokciach trzyma się jeden góra dwa dni, po czym musi być zmyty ze względów estetycznych tylko i wyłącznie.







W szafie My Secret widziałam wiele interesujących mnie kosmetyków. Ja jestem laikiem w firmach My Secret i Essence. Stąd do was pytanie. Jakie cienie najbardziej polecacie z tych dwóch firm z tym że tylko i wyłącznie w odcieniach beży, brązu i ewentualnie fioletu i pochodnych. Nic z zieleni i błękitów. Chociaż może kiedyś. :).

Pozdrawiam :)).




Powered By Blogger

Polskie blogi kosmetyczne

Polskie blogi kosmetyczne
Polskie Blogi Kosmetyczne

Beautyblogs

Beautyblogs
Zbiór blogów